piątek, 2 marca 2012

zasada nr 1: nie rozśmieszać Szpilskiego podczas trzymania sztangi nad szyją

Tak, to bardzo ważna zasada. Dlaczego nie wolno rozśmieszać Krzysztofa? Z prostego powodu, sztanga najzwyczajniej na świecie może mu spaść na szyję. A ja, z moją tężyzną i siłą, 60 kilo nie podniosę.

Krzysztof od dłuższego czasu ćwiczy. Dość ostro. Dzisiaj postanowił wziąć mnie ze sobą na siłownię. Nie mogłam odmówić, w końcu te wysiłki chyba w jakimś stopniu są dla mnie. Przynajmniej ja tak myślę.

  "Siłownia" brzmi poważnie, prawda? Owe pomieszczenie do tortur fizycznych wcale nie musi znajdować się w wypasionym, szpanerskim klubie fitness i kosztować krocie, żeby spełniało swoje podstawowe zadanie. Wystarczy zrobiona przez siebie (!) ławeczka do brzuszków - ten przyrząd najbardziej mnie przeraża. Jak można leżeć głową w dół i jeszcze się podnosić!? Aż taką sadomasochistką nie jestem.
Drugim przyrządem domowej roboty jest ławka do podnoszenia ciężarów. Cóż, dla mnie, kobiety może nie najmniejszej aczkolwiek słabej okrutnie, owa ławeczka służyła do siedzenia i patrzenia ( lub jak kto woli paczenia).
Nie powiem, nie powiem, że wysiłkiem się brzydzę. Żeby zadbać o swoje mięśnie :D chodziłam nawet na fitness oraz siłownię z niejaką Katarzyną M. Jednak teraz czuję, że czeka mnie jeszcze lepszy fitness, w dodatku połączony z podnoszeniem ciężarów... wracam do pracy w antykwariacie !

środa, 29 lutego 2012

wiosno, wiosno ach to Ty !

"Shame on you Karola!" - pomyślała Karolina wchodząc na zakurzonego bloga. Z taką częstotliwością to nawet rocznika nie stworzę.

W powietrzu czuć wiosnę. Niespotykane w zimie osobniki, powoli wychodzą z ukrycia. Dumnie prezentują nowe dresy, zrzucają włosy z głowy i rozpoczynają śpiewy godowe puszczając z komórek pseudo hiphopowe kawałki pod sklepami. Tak, to wiosna.

Niestety pierwszymi oznakami wiosny w mieście nie są kwiaty... W moim łęgowskim ogródku na pewno nieśmiało przebiły się już pierwiosnki oraz najczęściej pojawiające się chwasty, natomiast tu, w Krakowie z pod warstw śniegu na chodnikach, trawnikach i parkach wyglądają psie kupy. Szkoda.

Wiosną nie tylko flora budzi się do snu. Powoli oczy przeciera również fauna. W tym, jak już wcześniej wspomniałam, gatunek dresiarza miejskiego. Stada gromadzą się wokół osiedlowych sklepów, parków, ławek, barierek itp. robiąc sztuczny tłum oraz dużo hałasu. Pierwsze spotkanie "oko w dres" z owym gatunkiem miałam dziś koło Lewiatana przy Alei Jana Pawła. Masz babo placek! Po czekoladę wejść się nie da, a już tym bardziej wyjść, bo przecież nie ma nic lepszego niż stanie przy samych drzwiach. Żeby inne gatunki nie czuły się takie pewne, dresiarz miejski, aby jeszcze widoczniej zaznaczyć swój teren trochę popluje, trochę pokrzyczy, czasami użyje moczu. Jeżeli dalej go nie zauważasz, uraczy Cię mega, super, zaj****tym kawałkiem hiphopowym, który po wypikaniu przekleństw brzmi jak sygnał w telefonie.

wiosno, wiosno ach to Ty !

wtorek, 30 listopada 2010

I love PKP :)

      Od sierpnia blog pokryła gruba warstwa  kurzu, a teraz jakby tego było mało-śnieg. W takim razie porządki czas zacząć. Zapomniałam, nie miałam czasu, siły ... próżno szukać wymówek żadna nie będzie dobra.
     Ale wracając do tematu. PKP-chyba każdy, albo prawie każdy potrafi rozwinąć ten przecudny, wywołujący motyle w brzuchu skrót. O Polskich Kolejach Państwowych można by napisać niejedną, kilkusetstronicową książkę, bo przecież niejeden śmiertelnik miał okazję jechać pociągiem. Ale do rzeczy.
     Po pierwsze: jeżeli ktoś zapewni mnie,że dojadę do domu na czas, obsypię go złotem :) bo w końcu ile razy w trakcie rozmowy z mamą na pytanie: "Kiedy dojedziesz ?"  mogłam odpowiedzieć głosem pełnym żalu i rozpaczy: "Nie wieeem" siedząc w przepełnionym wagonie, gdzieś między Krakowem a Tarnowem? Te dwa, jakże bliskie mi miasta, dzieli zaledwie ok. 80 km, a bardzo często trasa wydłużała się tak, jakbym co najmniej jechała do Warszawy. A to pociąg się zepsuł, a to wypadek, a to... już sama nie wiem co.
     Po drugie: błogosławiony ten, który potrafi powiedzieć, który rozkład jazdy jest dobry.... Ten na dworcu, na stronie PKP czy to co jest wyświetlane na tablicach? Ile razy miałam 3 wersje godziny odjazdu, a i tak pociąg wyruszał o całkiem innej godzinie plus opóźnienie oczywiście.
     Ostatnio rozbroił mnie, brak światła w wagonie. Niby fajnie, ciemno, klimatycznie, ale bądź tu mądra i czytaj gazetę świecąc telefonem :)
     Myślę, że takich przykładów jest o wiele więcej, ale część wypadła mi z głowy. Zdecydowanie nie powinnam usuwać smsów, które wysyłam znajomym relacjonując im moje przygody z PKP.
     Mimo wszystko, uwielbiam jeździć pociągiem. To jedyny środek transportu (po rowerze), w którym nie mam choroby lokomocyjnej ! :) jak się nie prześpię to przynajmniej poczytam coś mądrego ;) a narzekam jak chyba każdy Polak. Dobranoc :)

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

mła , bła , tła

Powracam wspomnieniami do zajęć, które miałam na pierwszym roku studiów i dalej  zastanawiam się jak przełożyć teorię na praktykę.Nieoczekiwanie, genialny pomysł sam wpadł mi do głowy :)
Bartosz - rozkoszny czteromiesięczny bobas (chrześnik Krzysztofa) uwielbia, gdy się do niego mówi. Zadowolenie, jak każde dziecko sygnalizuje szerokim uśmiechem , w którym próżno szukać jeszcze ząbków. Po pewnym czasie znudziło mu się już "aaaaguuu" , "maaammma", więc postanowiłam wykorzystać cenne umiejętności wyniesione z retoryki. Patrzę na Bartka i mówię : mła, bła, tła , młe, błe, tłe... i tak dalej, i tak dalej... Nie mam pojęcia o czym myśli bobas, ale niewątpliwie musi go to bardzo śmieszyć, ponieważ uśmiecha się od ucha do ucha. Da się ćwiczyć dykcję ? Da się !

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

o komunikowaniu słów kilka

     Miałam dzisiaj nic nie napisać. Dopadł  mnie brak weny, który utrudniał zapisanie pierwszych słów, nie mówiąc już o zdaniach. Pomyślałam jednak, że nie dam się bestii.
     W pracy spotykam różnych ludzi. Jedni są mniej, bądź bardziej uprzejmi, rozgadani lub milczący. I co najważniejsze, z pewną grupą  można się spokojnie dogadać, wytłumaczyć, wyjaśnić. A z innymi ... gorzej niż z dziećmi. Czasami czuję się tak, jakbym mówiła do nich po chińsku czy węgiersku. Nic a nic, jednym uchem wpada a drugim wypada. Zaczynam sobie przypominać wszystkie mądre rzeczy, wlewane w tym roku do głowy: zasady, schematy komunikacji, rodzaje argumentów, bariery komunikacyjne, koduję z zapałem mój komunikat z nadzieją, że odbiorca raczy go odkodować. A tu nic. Teoria, absolutnie nie chce się przełożyć na praktykę. Może wykorzystam mowę ciała? Uśmiech, pochylenie w stronę rozmówcy? Przy dużych sumach za podręczniki żaden, nawet najszczerszy uśmiech nie jest w stanie zmienić nastawienia klienta, który dalej nie słucha. To może skończę już myśleć jak polepszyć jakość naszej rozmowy, nic z tego. Podam paragon i podziękuję. Do widzenia.

niedziela, 1 sierpnia 2010

zaczynamy :)

Początki zawsze bywają trudne.Ja zaczynam pisać.W końcu, mam zamiar zostać w przyszłości dziennikarką, więc warto szlifować swój warsztat, ot na takim chociażby blogu. Może czasem uda mi się napisać coś ciekawego.To może tyle na dziś. Jak to mawiają nasze babcie: co za dużo to niezdrowo. Dobranoc !